arka gdynia rugby cash back
Jak to działa? ZAPISZ SIĘ!

Finał oczami trenera i zawodników Arki

Niedziela, 19 czerwca 2011 23:50

 
Maciej Stachura (trener): Budowlani napędzili nam strachu w pierwszych dwudziestu minutach. Mówiliśmy przed meczem, że spokój da nam złoto, ale na początku meczu byliśmy za spokojni. Budowlani zdobyli dwanaście punktów po naszych banalnych błędach. Po tych dwudziestu minutach widać było, że drużyna się obudziła i doprowadziliśmy do prowadzenia na koniec pierwszej połowy. Czyli pokazaliśmy ogromny charakter i potrafiliśmy się odkopać z ciężkiej sytuacji i pokazać Łodzi, że nie będzie łatwo. Pewnie myśleli, że z 12:0 zrobi się 20:0, okazało się odwrotnie. I to im dało dużo do myślenia przed drugą połową. A my za to weszliśmy na swój normalny tryb grania, poprawiliśmy obronę i zaczęliśmy grać zespołowo. Do tego doszło kilka fajnych akcji w ataku, gdzie piłka poszła szerzej. I to nam pozwoliło zdobyć punkty i osiągnąć dosyć wysoką przewagę. Jeszcze raz chcę pokreślić, że bardzo cieszy mnie ze moi zawodnicy pokazali charakter i wolę walki i udało się odwrócić niekorzystny wynik.
To był mecz przypadków, to niebyły super akcje. Jakieś przekopy za plecy, które się odbijały, czy to Łodzi czy nam. Ale zwycięzców się nie sądzi. Duża wygrana, cieszymy się z niej. Dziękujemy kibicom, że byli w takiej dużej ilości, było ich widać i słychać. Momentami czuliśmy się jak byśmy grali u siebie. Bardzo za to dziękujemy.

Łukasz Szostek (kapitan): Budowlani to dobra drużyna, ale to my cieszymy się ze złota na naszych piersiach. W rugby nie da się wygrać meczu będąc gorszym, to jest specyficzna dyscyplina. Na pewno drużyna lepsza wygrywa na boisku. W pierwszych dziesięciu minutach zaskoczyli nas swoją determinacją. Być może trochę zaspaliśmy, nie wiem czym było to spowodowane. Ale obudziliśmy się i to my mamy złoto. Bardzo się cieszymy, że kibice przyjechali w tak licznej grupie, dziękujemy im za to. Było ich słychać bardziej niż kibiców z Łodzi. Bardzo nas wspierali i cieszymy się, że mogliśmy im sprawić taką radość i teraz możemy razem śpiewać.

Marek Skindel:
Medal okupiłem drobnym urazem, wszystko będzie dobrze, dojdę szybko do siebie. Szczęście jest ogromne, kontuzje odeszły na bok. Trzeba się cieszyć złotym medalem. Wygrać w Łodzi to duży sukces, ponieważ Budowlani od dziesięciu lat są w finałach.
Na początku meczu łodzianie ruszyli na nas z impetem. My byliśmy ospali i zagubieni na początku, ale jak lokomotywa Tuwima powoli ruszyliśmy i poszliśmy mocno. Budowlani tylko w końcówce meczu próbowali odwrócić wynik, który i tak dziesięć minut przed końcem był ustalony na naszą korzyść. Nie odpuściliśmy do końca. Zagraliśmy bardzo ofiarnie i ambitnie, to cieszy.

Mariusz Motyl:
Pierwsze minuty zaspaliśmy i te punkty, które straciliśmy podbudowały nas do tego, żeby już więcej nie stracić ani jednego a za to zdobyć kolejne dla nas. W drugiej połowie wszystko już było tak, jak chcieliśmy i byliśmy o poziom lepsi. Spotkały się dwie najlepsze drużyny w lidze i to Arka okazała się lepsza. Czekaliśmy na to aż sześć lat. Medal nam się należał.
Sprawdziła się także nasza taktyka spokojnego podejścia do finału. Oprócz odprawy nie rozmawialiśmy o meczu. Nie ma sensu podkręcać się cztery godziny przed meczem, bo można się tylko spalić w trakcie zawodów. Każdy podszedł do tego spokojnie i profesjonalnie. I kiedy przyszedł ta chwila, że trzeba być agresywnym i zaatakować właśnie wtedy to pokazaliśmy.
W rugby obrona to podstawa do wygrania meczu. Trenowaliśmy grę obronną i pokazaliśmy w finale, że obrona jest najważniejsza. Arka wygrała bo miała lepszą obronę.

Robert Andrzejczuk: Nie mogłem zagrać w meczu finałowym, z powodu kontuzji, której nabawiłem się we wtorek. Z trenerem ustaliliśmy, że zagra Arek Zdunek, który jest w stu procentach zdrowy. Jest taki niedosyt, że nie wyszedłem na boisko chociaż na chwilę, ale wszystko się robi dla dobra drużyny. Było to bardzo trudna decyzja, szczerze porozmawialiśmy z trener i taka decyzja zapadła. Wolałem, żeby zagrał Arek, ponieważ była duża obawa, że moja kontuzja odnowi się po kilku minutach i wtedy osłabiłbym drużynę. Czułbym się z tym źle. Byłem całym sercem z drużyną i bardzo wszystko przeżywałem.
Jeśli chodzi o pierwszą połowę, muszę przyznać, że to łodzianie brylowali. My siedliśmy, ale wszystko skończyło się happy endem. Natomiast druga połowa była bardzo mocna w naszym wykonaniu.
Cieszę się, że byli z nami nasi kibice. To bardzo pomogło naszej drużynie. Fajnie, że oprócz dopingu Budowlanych było też słychać naszych kibiców. Włożyli wielkie serce, słychać teraz po meczu że zdarli gardła. Warto dla takich ludzi poświęcać się, tracić zdrowie i walczyć do ostatniego gwizdka.
Super, że w końcu po tylu latach się udało zdobyć mistrza. Mam nadzieję, że zdublujemy go Pucharem Polski.

Rafał Kwiatkowski: Napędzili nam strachu na początku meczu i co z tego. Jesteśmy Mistrzami Polski (śmiech). Ale na poważnie: rzeczywiście wyglądało to jakbyśmy przysnęli. To dziwne ponieważ w tym sezonie mieliśmy bardzo dobre początki meczów, problem był z końcówkami. Może to była presja, może waga meczu. Ale udało się zdobyć parę punktów i wyjść na prowadzenie i później graliśmy swoje rugby. Jesteśmy mistrzami. Bardzo dobrze wyszła nam obrona. Od dwudziestej minuty zaczęliśmy grać swoje rugby, fajne rugby. Wyszło parę akcji, które były widowiskowe. Chłopacy postawili się i to zdecydowało w dużej mierze o złocie.

Paweł Dąbrowski: Początek meczu był ciężki, ale role się odwróciły w porównaniu do meczu z fazy zasadniczej. Przed finałem pracowaliśmy nad wytrzymałością i analizowaliśmy mecze Budowlanych. Szukaliśmy ich mocnym i słabych stron, odrobiliśmy pracę domową i wygraliśmy. Jestem Bardzo szczęśliwy. Marzyliśmy o złocie i ten sen się ziścił. Ostatni medal zdobyliśmy sześć lat temu. To był mój pierwszy sezon w Arce i od razu mieliśmy mistrza. To był mój pierwszy medal wywalczony w Gdyni przy Olimpijskiej. Teraz mam drugie złoto, trzecie w historii Arki więc jest co świętować. Ukłon dla miasta, że w nas inwestuje. Szkoda, że ten finał nie był w Gdyni, ale ten tytuł zdobyty w Łodzi, na ciężkim terenie inaczej smakuje i bardziej cieszy.

Dawid Banaszek:
Na drodze do złota stanęła kontuzja, która jest pierwszą poważną w moim życiu. Chciałem wyjść i zagrać w tym finale. Od dwóch dni nie mogłem spać. W sobotę dwie drużyny zagrały na bardzo wysokim poziomie, ale zdecydowała dyspozycja dnia i indywidualności. Drużyny zagrały bardzo dobrze ale to my w składzie mieliśmy Bekę Tsiklauriego, Łuksza Szostka, Siergieja Garkawego, Donald Gargasson. Złoto cieszy, to mój pierwszy złoty medal, jestem dumny z całej drużyny.

Paweł Nowak:
Rugby to gra błędów. Zrobiliśmy parę prostych błędów w pierwszej połowie i Budowlani to wykorzystali. Później to się odwróciło w czasie gry. My wykorzystaliśmy błędy łodzian. Potoczyło się wszystko tak jak widzieliśmy. Mecz był wyrównany jeśli chodzi o twardą grę, nam dopisało szczęście. Skupienie i gra do końca sprawiły, że wygraliśmy ten mecz wygraliśmy.








RSS sponsorzy

Pocztówka z Kataru #13. Sukces bez smaku. Nikt nie czeka na mecz z Francją
Czy trener Czesław Michniewicz osiągając największy sukces z reprezentacją Polski […]
pt, gru 02, 2022
Dziennik Bałtycki